A jednak przez drzewa i rowerzystów
Jakiś czas temu na łamach polskanarowery.pl przeczytałem artykuł Marcina Hyły, z Inicjatywy Miasta dla Rowerów, pod znamiennym tytułem „Drzewa, dzieci i rowerzyści, czyli o skutecznie niechronionych uczestnikach ruchu”. Marcin rozprawił się w dobrym stylu z pewną tezą postawioną przez zarządzających i budujących drogi w naszym pięknym kraju, że „największym zagrożeniem na polskich drogach są drzewa, dzieci i rowerzyści”.
Kiedy czytałem ten artykuł rozpoczynający się ironiczną szpilkę, którą Marcin wbijał drogowcom pisząc, iż „nagle wbiegające na jezdnię przydrożne drzewa stanowią ogromne zagrożenie dla polskich kierowców”, to nawet się uśmiałem. I trudno było odmówić racji argumentom i spostrzeżeniom, która Marcin poczynił. Jednak dzisiaj z perspektywy czas mam trochę inne spojrzenie na wymienioną powyżej tezę.
Zdarzyło się, że w ubiegłym miesiącu dosyć intensywnie podróżowałem po Polsce, jeżdżąc różnym drogami. I tak w pewnym momencie, dosyć krytycznym dla mnie z powodu pewnego osobnika poruszającego się rowerem, przypomniało mi się stwierdzenie o zagrożeniach dla kierowców. Niestety z przykrością stwierdzam, że jednak jest dużo prawdy o tym, że drzewa i rowerzyści są zagrożeniem dla kierowców. Dzieci pominę, bo to kategoria inna i tu w dużej mierze odpowiedzialność spada na opiekunów.
Dlaczego zgadzam się z teza, że drzewa są zagrożeniem? Już spieszę z wyjaśnieniem. Zdecydowana większość dróg w Polsce, została wykonana w latach 50-60 ubiegłego wieku. Standardem było wtedy, iż wzdłuż dróg sadzono drzewa. Próbowałem znaleźć powody tego działania i dogooglowałem się skąd drzewa przy drogach:
”Pierwsze zasadzono w XVI wieku. Dawały cień podróżnym i ułatwiały im odnajdywanie drogi wśród pokrytych zaspami pól. W większej ilości pojawiły się w okresie rozbiorów, gdy administrowanie krajem i aktywizacja gospodarki wymagały powstania sieci bitych dróg pocztowych. Kiedy pojawiły się wojskowe balony i pierwsze samoloty wydawano rozporządzenia o sadzeniu drzew wzdłuż dróg, by nie można było obserwować ruchów wojsk. Do dziś stanowią optyczny drogowskaz sygnalizujący zakręty i wyznaczający kierunek jazdy, ocieniają drogę, a ich zielony kolor zmniejsza zmęczenie kierowców. Są także swoistym zabytkiem kultury Tworząc zwartą ścianę zieleni drzewa działają jak filtr biologiczny – zatrzymują pyły unoszone z drogi na skutek ruchu samochodowego, w tym niemal w całości ich najcięższy składnik: związki ołowiu, stanowią też naturalną barierę przed hałasem.”
I to by było na tyle skąd te drzewa. A jak jest dzisiaj? Ano dzisiaj te wszystkie drzewa wyrosły i się zestarzały. Zagrożenie stanowią opadające liście na drogę. Burze, wichury a nawet zwykłe wiatry powodują łamanie gałęzi, czasami wręcz całych drzew lub wyrywają je z korzeniami. To przy znacznie zwiększonym ruchu drogowym zaczyna stanowić zagrożenie dla kierowców, rowerzystów, pieszych. Kiedy w połowie (dokładnie drugiej) lipca przejeżdżałem w okolicach Koszalina, to gwałtowna burza nieźle namieszała w przydrożnym drzewostanie. Skutki usuwano przez wiele godzin i całe szczęście, że nie doszło do poważnych wypadków. Mój znajomy swego czasu “przez drzewo” stracił samochód. Tak więc drzewa mogą być realnym zagrożeniem. I nie chodzi mi o to, aby je wszystkie wyciąć, ale aby zacząć je odpowiednio pielęgnować. To chyba zadanie drogowców.
Teraz przyczepię się do rowerzystów. Może warto w ogóle sobie postawić pytanie kto to jest ten „rowerzysta”. Wikipedia podaje następującą definicję:
Rowerzysta (cyklista) – osoba przemieszczająca się za pomocą roweru. Określenie rowerzysta jest stosowane tylko dla osoby poruszającej się w danej chwili rowerem (i nie jest określeniem stałym takim jak kierowca, którym się jest poprzez posiadanie dokumentu prawa jazdy, a nie tylko podczas prowadzenia pojazdu samochodowego). Ta sama osoba po zejściu z roweru staje się pieszym.
Jeżeli weźmiemy to pod uwagę, to rowerzystą staje się każdy kto jedzie na rowerze. Jest nim elegancka cyklista, rowerowy mieszczuch, kolarz, koleś na góralu czy BMX. Ale także jest nim wędkarz ubrany na ciemno i wieczorową porą jadący z zestawem wędek na nieoświetlonym rowerze. Albo babcia jadąca do wiejskiego sklepu. Jest nim również młodzieniec przecudnej urody przemykający zmierzchem do lubej swym „góralem” lokalną drogą. Także „wesoły Romek” jadący środkiem 3 pasmowej ulicy Legnickiej we Wrocławiu, wzdłuż której biegnie dobra droga rowerowa. „Górale” dwaj przecinający drogę, w trakcie przejazdu z lasu do lasu.
Niestety zdecydowana większość rowerzystów, czyli osób przemieszczających się za pomocą roweru, jest na bakier z przepisami ruchu drogowego. Dodatkowo wychodzą z założenia, że jak dali „ze 2 tysie za bajka” to „tera siara montować jakieś lampki” i uważają, że to problem kierowców aby ich wyłuskali w ciemnościach.
Może warto pokusić się o zmianę w przepisach i spowodować by karta rowerowa była obowiązkowa. Może warto zmienić definicję “rowerzysty” aby brzmiała iż, rowerzysta to posiadacz karty rowerowej i po zejściu z roweru nadal jest rowerzystą, czyli osobą odpowiedzialną, znającą przepisy.
Z drugiej strony nasuwa mi się pomysł, aby „pieszych” też szkolić i wydawać im odpowiedni dokument zezwalający na poruszanie się po drogach publicznych. W większości uznają oni zasadę, że wszystko im wolno a przepisy dotyczą tych co jeżdżą [i latają].
Arek - chrońskroń.pl
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać







