Miasto z ogromnym stadionem

Administrator - dodano 11 październik 2010

Przedstawiamy pierwszą część wywiadu z uczestnikami rowerowej wyprawy do Barcelony – harcerzami należącymi do 17 Łódzkiej Drużyny Wędrowniczej "Honker". Z pewnego dystansu czasowego opowiadają o wrażeniu, jakie wywarła na nich stolica Katalonii oraz radzą, jak w niej przetrwać.

Pierwsze pytanie dotyczy oczywiście samej Barcelony. Czy spełniła Wasze oczekiwania? A może je przerosła? Co Was najbardziej zaskoczyło, ucieszyło lub... rozczarowało?

Sebastian Grochala: Barcelona to wspaniałe miasto. Początkowo kojarzy się z dwoma rzeczami – stadionem FC Barcelony i kościołem Sagrada Familia. Ale w momencie, gdy miasto pojawia się na horyzoncie, widoczne stają się wielkie, ciekawe architektonicznie budowle, które od razu zachęcają do zwiedzania. Miasto jest niezwykle ciekawe i przygotowane na przyjęcie turystów – stąd tak wiele miejsc wartych zobaczenia. Osobiście przez 3 dni zwiedziłem większość atrakcji turystycznych, miałem okazję oglądać miasto z najwyższych punktów widokowych i śmiało mogę powiedzieć każdemu, że jest to miejsce do którego warto jechać – tym bardziej rowerem, gdyż jest to okazja do wielu interesujących obserwacji, które zmieniają sposób patrzenia na wiele spraw… Zaskoczyło nas chyba to, że przez 4 noce mogliśmy spać za darmo na plaży miejskiej – z dostępem do toalet i pryszniców. Bardzo baliśmy się o nocleg - na szczęście wyszło bardzo dobrze. Co do rozczarowań, to: ceny. Niestety nasze kieszenie nie były w stanie udźwignąć kosztów, z jakimi wiąże się zwiedzanie tego miasta - ale! dla chcącego nic trudnego – przy odrobinie zawzięcia i silnej woli można zwiedzić bardzo dużo, praktycznie bez kosztów.

Przemysław Kula: Barcelonę wyobrażałem sobie jako miasto z ogromnym stadionem w centrum, a nieopodal wielka bazylika. A okazało się, że stadion jest na obrzeżach miasta, a bazylikę zasłaniają biurowce. Więc nie ukrywam mnie to trochę zdziwiło. A najbardziej cieszyłem się, że było blisko do morza.

Michał Bienias: Osobiście nie jechałem do samej Barcelony. Dla mnie najważniejsze było to, że jadę przez miesiąc przez kawał Europy, której w ogóle, zupełnie nie znam i nic o niej nie wiem oprócz tego, co zobaczyłem na filmach i gdzieś przeczytałem. Ważne było tylko to, żeby postawić sobie cel, do którego dojedziemy. W przeciwnym razie zakończylibyśmy wyprawę pewnie już gdzieś w Niemczech, kiedy tak naprawdę byliśmy w najtrudniejszej sytuacji - auto było popsute a jeden z nas wylądował w szpitalu. Barcelona spełniła swoją rolę idealnie i była taką wisienką na torcie. To jest miasto dla turystów i nie może rozczarować. Nie jestem fanem wnikliwego zwiedzania, a jednak 3 dni to zdecydowanie za krótko, żeby nacieszyć oko i duszę atmosferą oraz architekturą miasta, a ciało katalońskim słońcem. Najbardziej żałuję tego, że nie udało mi się być na żadnej typowo hiszpańskiej imprezie- kiedyś sobie to nadrobię. Niektórym z nas mogły przeszkadzać warunki, w jakich przyszło nam przebywać w Barcelonie, bo niewątpliwe intymności mogło brakować. Na mnie jednak gapienie się ludzi nie robiło już żadnego wrażenia- w końcu robili to nieustannie od 3 miesięcy. Za to bliskość morza i hiszpańskiej knajpy, nawet na parkingu, napełniała akumulatorki.

Łukasz Bienias: Przed wyprawą nie znałem Barcelony jako centrum turystyki i rozrywki Katalonii. W moim świecie Barcelona oznaczała jedynie miasto, gdzie gra jedna z najlepszych futbolowych drużyn europejskich. Dobrze, że udało nam się dojechać do serca Katalonii, inaczej nadal żyłbym w niewiedzy. Na pierwszym miejscu stawiałbym wspaniałe słońce, którego na Półwyspie Iberyjskim nie brakuje. Tuż za słońcem - plaża, wspaniała plaża, którą codziennie tłumnie odwiedzają mieszkańcy i turyści. Wielu najbardziej ceni sobie niezwykłą Sagrada Familia i stadion Camp Nou jako wizytówki Barcelony, mnie urzekło co innego. Niesamowite, wielkie parki z nowoczesnymi rzeźbami, z genialnymi fontannami. Parki, które tętnią życiem, w których ludzie piknikują całymi rodzinami i spędzają popołudnia. Chciałoby się spędzić więcej czasu i jeszcze bardziej poznać duszę tego miasta. Szczerze przyznam, że oczami wyobraźni widziałem Barcelonę jako wielką dyskotekę, gdzie w środku nocy miasto kipi energią, radością i zabawą. Poczułem rozczarowanie, gdy zobaczyłem, że na większości uliczek po zmroku było więcej latających śmieci niż skaczących balowiczów. Może w przyszłym roku warto byłoby się wybrać do Rio de Janeiro, może tam trwa wieczna dyskoteka?

Przeczytaj kolejną, drugą i trzecią część wywiadu z uczestnikami rowerowej wyprawy do Barcelony.